niedziela, 31 lipca 2022

Kończy się lipiec, a lato trwa ...

28 lipca 2022
Kolejne spotkanie w Letnim Salonie Poetyckim. Dla tych, którzy kochają poezję a wakacje przyszło im spędzać w mieście. Dzisiaj swoją twórczość prezentował Jarosław Stanisław Jackiewicz. 
Każdy z uczestników zaprezentował też swojego ulubionego poetę i jego kilka wierszy. Miło było posłuchać.


Przekrój poezji był niesamowity:
Jarek wybrał Lechonia i Herberta, prezentację swoją rozpoczął jednak od ulubionego psalmu.
Barbara - naszego wieszcza Mickiewicza z publikacji sięgającej początku XX wieku (zdaje się, że było to wydanie z 1909 roku - ładna perełka) i do odgadnięcia - tajemniczego Broniewskiego, Marlena już od dłuższego czasu zafascynowana Buszmanem. Ja, Szymborską z jej wierszem "Jacyś ludzie", Mirka, natomiast  Pawlikowską-Jasnorzewską. Jeszcze kilka osób ma odrobienia, a właściwie do "poczytania" swoich poetów. Nie wiadomo kiedy nastał wieczór, a właściwie późne popołudnie.
Kolejne czwartki, o czwartej jeszcze przed nami.


Jest już filmik z kolejnego spotkania



piątek, 22 lipca 2022

LETNI SALON POETYCKI


Trochę na prośbę znajomych i trochę dla mojej wygody, wznawiam letnie spotkania poetyckie. Tym razem pogoda przedobrzyła i uniemożliwiła nam spotkanie na łonie natury. Po raz pierwszy Letni Salon Poetycki zamknął drzwi i spotkanie musiało się odbyć w innej scenerii niż zwykle. Było to spotkanie z Lucynką Siemińską, która swoją twórczością zainspirowała innych. Dziękuję Lucynko za Twoje wiersze, za Twój spokój i opanowanie, za wytrwałość w twórczości, którą ciągle udoskonalasz warsztatowo.

Można obejrzeć:
https://youtu.be/ldJ6N-TM3IE 
1. Letni Salon Poetycki u Leny 2022

Tych, którym udało się dotrzeć przy tak wysokiej temperaturze - podziwiam, ale również tych, którzy chcieli być, a z rozsądku pozostali w domu – rozumiem. Do kolejnego spotkania!






niedziela, 17 lipca 2022

Trochę dobrych wiadomości


Od 21 lipca wznawiam swoje spotkania na tarasie, czyli „Letni Salon Poetycki” dla miłośników poezji. Już tradycyjnie, w czwartki o czwartej. Dodatkowo (ale też tradycyjnie) będzie harcerskie spotkanie z piosenką i poezją, po godzinie W, w rocznicę Powstania Warszawskiego, czyli 1 sierpnia.

15 lipca - Jak co roku (nie licząc przerwy pandemicznej) harcerscy seniorzy skupieni we Wspólnocie Skulskiej spotkali się w mogileńskiej stanicy NAL (Nieobozowej Akcji Letniej) w leśnej scenerii nad jeziorem w Chałupskach. Pogoda dopisała, humory też, a gościnna harcerska baza przygotowała smaczną grochówkę i oczywiście domową drożdżówkę do kawy. Szkoda, że ze względu na swoją dietę musiałam posiłkować się swoimi kanapkami. Nie zabrakło uroczystego Apelu z podniesieniem flagi na maszt, harcerskich śpiewów i rozmów, których wszyscy byli spragnieni. Było pogodnie i swobodnie! Do zobaczenia za rok! 



12 lipca
- „Pomiędzy sztuką a destrukcją” – w Kujawsko-Pomorskim Centrum Kultury odbyło się spotkanie z Mariją Koczur, pochodzącą z Irpinia. Spotkanie poprowadził Stefan Pastuszewski, poeta i pisarz, sekretarz redakcji miesięcznika „Akant”, teksty w języku polskim prezentował Mateusz Grzębski, w języku ukraińskim Marija. 

Nad całością czuwała Alicja Dużyk.



Spotkanie było w pewnym sensie podróżą sentymentalną do Irpinia, połączone ze wspomnieniami aktorskiej drogi głównej bohaterki. Marija Koczur Formanyuk – to aktorka teatralna i filmowa. Urodziła się w 31 ​​lipca 1942 roku w Tambow. W 1963 roku ukończyła Kijowski Instytut Teatralny. W latach 1963–2004 pracowała jako aktorka Kijowskiego Akademickiego Teatru Młodego Widza na Lipkach, gdzie zagrała ponad 100 ról w repertuarze klasycznym i współczesnym. Pracowała jako zastępca dyrektora Muzeum Literackiego im. Hryhorija Koczura.

9 lipca - ślub Marty i Dominika. Sympatyczna Młoda Para wzięła ślub bez pompy i specjalnych „zadęć”. Można powiedzieć, że było skromnie, ale bardzo elegancko i naturalnie. Uśmiechnięci i szczęśliwi przystępowali do ołtarza, gdzie czekał na nich brat Pana Młodego (ksiądz), a świadkiem był kolejny brat i kuzynka Marty - Zuzia. Domyślam się, że bardzo ciekawie wyglądał podpisany akt ślubu (z trzema takimi samymi nazwiskami: księdza, nowożeńca i świadka). Mieliśmy prawdziwą przyjemność uczestniczenia w takiej uroczystości: w pięknym, zadbanym kościele z uśmiechniętymi, promieniującymi radością młodymi. Byliśmy co prawda trochę „przyszywaną” rodzinką, ale Martę znamy już od jej chwili narodzenia i nie wyobrażaliśmy sobie nie towarzyszyć jej w tak ważnym życiowym momencie. 


Napisałam specjalne życzenia:

Swoją ścieżką Marta szła
i Dominik swoją szedł
miłość ścieżki połączyła
wspólną drogę wyznaczyła

Od zaślubin Waszej daty
w nowe życie Bóg Was prowadź
lecz uczucia tak jak kwiaty
trzeba ciągle pielęgnować

W szczęściu zdrowiu i radości
przemierzajcie drogi szmat

niech zapału i miłości

Wam wystarczy na sto lat.




wtorek, 12 lipca 2022

"Nie żyjemy, aby umierać... ale umieramy, aby żyć wiecznie"

Kilka refleksji rozpoczętych cytatem Michaela Buchbergera:
Nie mogłam pojechać do Warszawy, jednak uczestniczyłam w pożegnaniu córki naszego bliskiego znajomego, który (podobnie jak moja Ciocia Dosia) działa od wielu lat w KIKu.  Smutno, kiedy rodzice żegnają dzieci. Ciocia pochowała dwie swoje córki (Małgosię i Kasię). Mam nadzieję, że dzisiaj (chociaż na pewien czas) zakończył się ten smutny okres pożegnań. Zanurzając się w modlitwie i wspomnieniach łączyłam się również ze swoją warszawską rodziną i moim bratem. Kilka przemyśleń dotarło do mnie z pełną wyrazistością.

Śmierć to temat niezbyt przyjemny, dla wielu z nas straszny, okrutny, a dla innych tajemniczy i intrygujący. Jakbyśmy jednak śmierci nie postrzegali i jak bardzo byśmy chcieli o niej nie myśleć, jest ona wpisana w nasze życie, czy jako strata osób bliskich, przyjaciół, znajomych czy finalnie nasza własna.
Śmierć dla każdego z nas oznacza coś innego. Pamiętajmy jednak, że każda śmierć jest końcem życia: tej jednej osoby, a świat istnieje dalej - już inny, bo bez tej osoby.
Przemijamy, wszystko przemija, każdy z nas otrzymał życie, które ma przeżyć jak najlepiej. A co gdy nas zabraknie? Wtedy pozostanie innym pamięć o nas. Póki więc żyjemy, pamiętajmy o bliskich zmarłych, nasza pamięć sprawia, że są oni dalej wśród nas.

Żyjąc z dnia na dzień bardzo często nie doceniamy: wagi jednego dnia, konkretnej chwili. Tak naprawdę jednak każdy dzień, każdy moment jest ważny. To właśnie suma tych momentów jest naszym życiem - historią jedyną w swoim rodzaju, wyjątkową i niepowtarzalną. Doceniajmy więc każdy dzień, starajmy się go przeżyć jak najlepiej. Po pewnym czasie te chwile będą już tylko wspomnieniami.

W codziennym biegu, zajęci rozmaitymi sprawami mamy nadzieję, że jeszcze jest dużo czasu. Że zdążymy spotkać się z Bliskimi, Przyjaciółmi i Znajomymi. Że porozmawiamy, powiemy sobie o ważnych sprawach...

Nadzieja ta jednak czasem zawodzi. Śmierć bywa niekiedy szybsza od naszych planów. Pozostajemy wtedy ze smutkiem, żalem, niewypowiedzianymi słowami albo i bez słów, bo w obliczu śmierci każde słowo jest zbyt małe.
                 Fot. TB z bydgoskiego KIKu

poniedziałek, 11 lipca 2022

Kolejne pożegnanie

 

Jutro odbędzie się pogrzeb Cioci Doroty z Warszawy. Bardzo mi smutno, że nie dam rady uczestniczyć w pogrzebie. Połączę się duchowo i modlitwą. 
Bardzo lubiłam ciocię, która była kuzynką mojego taty, chrzestną mojego brata Kazika, a dla mnie zawsze bardzo życzliwa i serdeczna. Podziwiałam ją za pogodę ducha, którą miała w sobie i oddanie innym. W rodzinie zawsze była bardzo szanowaną osobą. Pisała wspaniałe listy i była "bazą historii rodzinnych". 
Miała 95 lat. Niech spoczywa w pokoju. R.I.P.


Dziesięć lat temu, w tomiku "Słowa - moje światło" (2012) opublikowałam wiersz dedykowany cioci Dorocie.


WIZYTA

Ta sama twarz
uśmiechnięta
ciepłe spojrzenie
matczyny dotyk

To nic
że tak długo milczałaś
ważne że jesteś
że znalazłaś czas

Wspomnienia
malują mapę lat
i tylko Ona pamięta
że gdy byłam ostatni raz

Wilanów był zamknięty
płonął Kabacki Las…
a Ona ciągle młoda
choć ma ponad osiemdziesiąt lat

Jej pamięć utkana
z przeszłości i pereł dobroci
mieni się blaskiem
wizyty po latach

Dobrze że jesteś

niedziela, 19 czerwca 2022

BOLI

                            (memu bratu, Gienkowi)

Odszedłeś pierwszy 
z całej naszej szóstki
walczyłeś dzielnie o każdy dzień
byłeś dumny 
ze wszystkich trzech synów
mówiłeś – to rodziny pień

Kroplami ciszy witałeś 
zmierzch dni
cień zatopionych marzeń 
i cierpienie okryte woalem wieczności
zaszyfrowanych wyroków

Pożegnaniem 
nie jest słowo „żegnaj”
pożegnaniem są wspomnienia
fotografie zapach głos
nie potrafię 
odciąć się od wspomnień!

Modlitwy topię w falach życia
i jak u Asnyka 
ogarnia mnie
wszechwładna konieczność
nieskończonej mocy

Czy potrafię z Tobą się pożegnać?



Mój najstarszy brat, (Eugeniusz, Konstanty Dobaczewski) długo walczył z chorobą, nie poddawał się. Jednak wczoraj (18 czerwca 2022 r.) pożegnał nas. Miał jeszcze tyle marzeń i planów …
Bardzo boli!







„Życie nie jest świecą, a raczej wspaniałą pochodnią, którą pozwolono nam trzymać przez chwilę, i należy uczynić wszystko, by świeciła jak najjaśniej nim oddamy ją naszym następcom.”                                                                George Bernard Shaw

Gienek zawsze cenił sobie znajomych, przyjaciół i rodzinę. W młodości harcerz, instruktor, później działacz i społecznik, który miał wiele zainteresowań. Był ciągle w ruchu. Kochał życie i podróże. To właśnie pozwoliło mu nie poddawać się chorobie. Dzielnie walczył o każdy dzień, miesiąc i rok przez ponad 8 lat. (od diagnozy nieuleczalnej choroby).


W grudniu ub. r. mieliśmy jeszcze kolejny zjazd rodzinny, gdzie wspominaliśmy naszą mamę Włodzimierę. Witał nas w imieniu „głowy rodziny” (jako najstarszy z rodu Dobaczewskich) i zapraszał na swoje „złoty gody” które chciał, wraz z żoną Jolantą, przygotować bardzo uroczyście w kwietniu 2023 roku. Nie zdążył, przegrał z chorobą. Miał jeszcze wiele planów, marzeń do zrealizowania, które myślę, że dalej będą realizowali Jego synowie wraz z rodzinami, którzy poniosą dalej tą „żywą pochodnię”.



Remigiusz Konieczka w Pałukach, nr 1584,  (25/2022) pisze tak: (24.06.2022)


ODSZEDŁ EUGENIUSZ DOBACZEWSKI - komendant, prezes, kolega

W sobotę 18 czerwca 2022 roku odszedł Eugeniusz Dobaczewski. Był przez długie lata dyrektorem żnińskiego browaru, prezesem Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Żninie, jednym z założycieli tygodnika „Pałuki”, a także harcerzem, miłośnikiem i organizatorem turystyki.

Eugeniusz Dobaczewski urodził się 11 kwietnia 1949 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Wraz z rodzicami i babcią (Wandą Dobaczewską) przyjechał do Żnina w 1951 roku. Dla Jego rodziny Żnin i całe Pałuki od tego momentu stały się ich Małą Ojczyzną, zastępując rodzinną Wileńszczyznę. Ukończył Liceum Ogólnokształcące w Żninie, studiował chemię na Wyższej Szkole Inżynierskiej w Bydgoszczy (dziś Politechnika Bydgoska).

PRACA

Przez siedem lat pracował w bydgoskim Zachemie, codziennie dojeżdżając ze Żnina do Bydgoszczy. W latach osiemdziesiątych kierował żnińskim browarem – wtedy chodził już do pracy piechotą. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych został prezesem Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Żninie. Pracował tam do emerytury.
W Zachemie Eugeniusza Dobaczewskiego poznał Marian Kawka. Pracowali na sąsiednich zmianach. Bliższą znajomość między nimi zaczęła się wtedy, gdy dowiedzieli się, że pochodzą z tych samych okolic. Razem w Zachemie uruchamiali instalację epichlorohydryny (półprodukt do produkcji żywic epoksydowych).
- Lata siedemdziesiąte. Gienek wrócił z pracy z Zachemu i opowiada: "Ciśnienie w kotle zaczęło rosnąć, zawór bezpieczeństwa nie otwierał się i nie otwierał. Drugi zawór był na szczycie kotła - ręczny. Ktoś musiał wejść i go odkręcić, zanim zakład wyleci w powietrze. No to wszedłem i odkręciłem. Nie - nie wszedłem. Wbiegłem po drabince" - wspomina Dominik Księski.
- Po kilku latach Gienek został dyrektorem browaru w Żninie - opowiada Marian Kawka. - Kiedyś go odwiedziłem. Przyjechał akurat dyrektor browarów bydgoskich. Okazało się, że mieli vacat na stanowisku piwowara. Zapytali się mnie obaj, czy nie przyjąłbym tej pracy. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale wtedy nie mogłem odejść z Zachemu, który był zakładem zmilitaryzowanym. Trochę czasu minęło zanim opuściłem Zachem i w styczniu 1986 roku zacząłem pracę u szefa Dobaczewskiego - wspomina Marian Kawka, który uważa, że Eugeniusz Dobaczewski był dobrym szefem, bo umiał słuchać swoich pracowników. Doceniał swoją załogę i pozwalał realizować inicjatywy ludzi. - Pracowaliśmy w permanentnie niedoinwestowanym zakładzie. Bez inicjatywy oddolnej trudno byłoby cokolwiek tam zdziałać - wyjaśnia Marian Kawka.
Po transformacji upaństwowiony za komuny browar wrócił do poprzednich właścicieli, którzy go sprzedali. Była połowa lat 90. Eugeniusz Dobaczewski znowu zaczął dojeżdżać do pracy w Bydgoszczy. Pracował w istniejących jeszcze wtedy Browarach Bydgoskich. W drugiej połowie ostatniej dekady XX wieku został prezesem Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Żninie.
- Był otwartym na ludzi i do tego bardzo mądrym człowiekiem - podkreśla Marian Kawka. - Posiadał wszechstronną wiedzę. Szczególnie o lokalnej społeczności. Znał historię Żnina doskonale. Potrafił odpowiedzieć na każde pytanie.

HARCERSTWO

Przez długi okres działał w harcerstwie. Był komendantem hufca Żnin. Współtworzył prowadzony wraz z żoną Jolantą Dobaczewską Harcerski Klub Turystyczny „Włóczykij” działający w żnińskim ogólniaku. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych prowadził wiele obozów wędrownych i wycieczek z młodzieżą. Jego obozowi podopieczni nazwalali go Komendantem.
- Państwa Dobaczewskich poznałem w 1986 roku - wspomina Tomasz Dobies. - Mając 15 lat pojechałem na pierwszy obóz z Harcerskim Klubem Turystycznym „Włóczykij”. Potem obóz był już corocznym wydarzeniem, na które czekało się niecierpliwie. Poza tym o każdej porze roku odbywały się różne rajdy, wyjazdy weekendowe, zimowiska, itp. Pani Jola i Pan Eugeniusz poświęcali na to swoje wolne dni i urlopy. Przy wspólnych wędrówkach, wspinaczkach, spływach i codziennych czynnościach ludzie bardzo zżyli się ze sobą. Niezapomniane rozmowy i śpiewy przy ognisku zapoczątkowały wspólne pasje i przyjaźnie trwające do dziś, a wielu z nas znalazło we „Włóczykiju” swoich życiowych partnerów. Pan Eugeniusz zawsze był dla nas wielkim autorytetem, osobą, która w perfekcyjny sposób organizowała nam te wszystkie pasjonujące przygody. W czasach, kiedy jeszcze obowiązywały mundurki harcerskie, Pan Eugeniusz nosił przy sobie swój mapnik z dokumentami i dlatego zwracaliśmy się do niego „Komendancie” – i tak już zostało. Wieczorami, kiedy wszystkim dopisywał humor podczas odpoczynku Komendant w namiocie opracowywał dokumenty, rachunki, plany na kolejny dzień. A rano? Rano nie mogło zabraknąć dla Niego kawy, po której z humorem ponaglał wszystkich do spakowania się i dawał sygnał do wyruszenia w drogę. Zawsze darzyliśmy Pana Eugeniusza ogromnym szacunkiem za Jego odpowiedzialność i troskę. Miał niebagatelne poczucie humoru i zapewniał poczucie bezpieczeństwa. Zapewne dlatego brać „Włóczykija” zawsze była bardzo liczna, a nasi rodzice nigdy nie bali się powierzyć mu swoich dzieci pod opiekę. Za to wszystko zawsze będziemy bardzo wdzięczni.
- Komendant, bo tak go nazywali uczestnicy obozów i wyjazdów "Włóczykija", był nie tylko mózgiem organizacyjnym, ale duszą tego turystycznego fenomenu lat 80. i 90. - mówi Tomasz Kanarkowski, nauczyciel żnińskiego Liceum Ogólnokształcącego. - Był współodpowiedzialny, wraz ze swoją żoną Jolą, za wspaniałe przygody i chwile, które przeżyli niektórzy uczniowie żnińskiego ogólniaka. i za kilka włóczykijowych małżeństw. Jego poważna twarz nie współgrała z Jego poczuciem humoru. Stąd nie każdy wiedział czy Komendant żartuje, czy mówi poważnie. Ze stoickim spokojem znosił nasze młodzieńcze inteligentne i mniej inteligentne wybryki. Przy wieczornych ogniskach na obozach, znikał w namiocie, gdy były zaśpiewane konkretne 2-3 piosenki. Już nie pamiętam jakie, bo w repertuarze "Włóczykija" było ich około setki. Charakterystyczna sylwetka Naszego Komendanta na zawsze pozostanie w pamięci "Włóczykijów".
Robert Szafrański poznał rodzinę Dobaczewskich będąc w szkole podstawowej. - Chodziłem 12 lat do klasy z Olkiem Dobaczewskim [synem Eugeniusza - przyp. red]. Mieszkaliśmy niedaleko siebie. Ja w bloku na Kopernika 8, oni w piątce. Pamiętam jak jeździłem na obozy HKT Włóczykij. Eugeniusz Dobaczewski w górach był nie do zdarcia. Były jeszcze spływy Czarną Hańczą. Dużo opowiadał nam o historii. Mówił prosto z mostu. Nie owijał w bawełnę. Wspominam go ciepło i pozytywnie z tamtego okresu. Potem nasze ścieżki krzyżowały się gdy byłem już radnym, a on prezesem WiK. Potrafił odpowiednio przedstawiać swoje racje i argumenty.

PAŁUKI

W ostatniej kadencji rad narodowych reprezentował Żnin w Wojewódzkiej Radzie Narodowej. Działał w kampanii wyborczej 1989 roku po stronie Solidarności, był następnie członkiem prezydium Komitetu Obywatelskiego w Żninie. Na początku roku 1991 wspólnie z Dominikiem Księskim, Marianem Kawką i Aleksandrem Kmiećkowiakiem założył tygodnik Pałuki.
- Nasza współpraca i znajomość nie ograniczały się tylko do kontaktów zawodowych - dodaje Marian Kawka. - Organizowaliśmy Komitet Obywatelski i w 1989 roku pilnowaliśmy wyborów, jak się potem okazało, przekręconych. Po wyborach spotkaliśmy się jako zespół redakcyjny "Baszty" [pisma wydawanego przez Żnińskie Towarzystwo Kulturalne - przyp. rk]. Po publikacji mojego artykułu, który zamówił Dominik, wylecieliśmy stamtąd z hukiem i padła myśl, że robimy gazetę. Eugeniusz Dobaczewski jeździł z Dominikiem do Bydgoszczy ze stronami do składu. Gienek dużo pracy włożył w rozwój gazety.
Stowarzyszenie Gazet Lokalnych w roku 2020 przyznało Eugeniuszowi Dobaczewskiemu tytuł Zasłużony dla Gazet Lokalnych.
- Gienka poznałem dzięki "Pałukom" - wspomina Aleksander Kmiećkowiak. - Po jakimś czasie nasze nazwiska spotkały się w stopce redakcyjnej gazety. Mieliśmy podobne poglądy na temat tego, jakie funkcje powinna spełniać niezależna gazeta. Był człowiekiem rozważnym i o umiarkowanych poglądach na sprawy społeczne i polityczne. Lubiłem słuchać jego wspomnień o szkolnym klubie "Włóczykija" i jego opowiadań o bardzo licznych wędrówkach samochodowych po Polsce, które - nawet, gdy był ciężko chory - sprawiały mu dużą radość. W tych wycieczkach zawsze towarzyszyła mu żona. Jako lekarz znający liczne odejścia znajomych mi osób, byłem pełen podziwu dla niego i jego żony Joli, jak zachowywali się w tych ostatnich jego dniach.

SPACERY

Franciszek Szafrański, wieloletni dyrektor Zespołu Szkół Ekonomiczno-Handlowych i radny Rady Miejskiej w czasach, gdy prezesem WiK był Eugeniusz Dobaczewski, zasiadał w Radzie Nadzorczej tej spółki komunalnej. Powiedział nam, że prezes zawsze był odpowiednio przygotowany do spotkań z Radą Nadzorczą. Miał wszystko w słupkach podliczone. Tym bardziej dziwi go, jak na koniec swojej pracy został potraktowany [przez burmistrza Roberta Luchowskiego - przyp. red]. Nawet nie pozwolono mu do biura wejść.
- To był uczciwy i porządny człowiek - podkreśla Franciszek Szafrański. - Na spotkaniach najpierw omawialiśmy sprawy służbowe, a potem wspominaliśmy dawne dzieje. W samych pozytywach go wspominam. Kiedyś szedł na działkę od strony Rydlewa i zaprosił mnie do siebie. Siedzieliśmy i wspominaliśmy. Pamiętam jak swego czasu chodził na spacery, a miał dużego psa. To tak trochę śmiesznie wyglądało. Bo Eugeniusz Dobaczewski był szczupły, a ten pies duży. Śmiałem się, że go ten pies kiedyś gdzieś wyprowadzi.
- Dla mnie bolesne jest to, w jaki sposób potraktowała go lokalna władza i jak pozbyto się go z zarządu WiK - dodaje Marian Kawka. - Uważam, że miało to wpływ na późniejsze problemy zdrowotne zarówno jego jak i Janusza Biegańskiego. Obaj bardzo przeżyli tą sytuację, a jak się potem okazało, żadnej sprawy nie było. Mocno skrzywdzono jednego i drugiego. Mogę powiedzieć, że odszedł wielki żninianin. Ci, którzy decydowali o jego losie nie dorosną mu nigdy do pięt.


RODZINA

Eugeniusz Dobaczewski był najstarszym dzieckiem Tadeusza Dobaczewskiego, znanego żnińskiego rejenta i Włodzimiery z Korsaków. Miał pięcioro rodzeństwa: Joannę, Kazimierza, Helenę, Tomasz i Adama. Poślubił Jolantę (z domu Pryka), z którą ma trzech synów: Aleksandra, Jędrzeja i Witolda oraz sześcioro wnucząt (za Barbara Filipiak, Wanda Niedziałkowska-Dobaczewska. Droga do Żnina, Żnin 2017, s. 343-345).
W rozmowie z Pałukami jego siostra Helena Dobaczewska-Skonieczka powiedziała, że jej brat przez 8 lat walczył z chorobą. Mimo tego cały czas pozostawał aktywny. Kochał życie i lubił podróże, które pozwalały mu walczyć z losem. Kiedy tylko mógł, to wyjeżdżał. Był jednocześnie rodzinny i bardzo lubił rodzinne imprezy. Jedną z ostatnich był grudniowy zjazd rodzinny. Siostra poświęciła zmarłemu bratu wiersz.

czwartek, 16 czerwca 2022

Podsumowanie Konkursu


Po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że konkursy literackie to przede wszystkim konkursy dla osób, których pasją jest pisanie i czytanie literatury.
Drugi Ogólnopolski Konkurs Literacki „Na chwałę słońca” im. Wandy Dobaczewskiej przeszedł już do historii, jednak warto dodać kilka refleksji z jego przebiegu. Tym bardziej, że miałam przyjemność po raz kolejny przewodniczyć jury.

Czytanie poezji i prozy jest rzeczą przyjemną, wzbogacającą wewnętrznie, wzruszającą, ale jej ocenianie to już rzecz niezmiernie trudna. Tym bardziej się cieszę, że udało nam się sprawnie i bez większych kontrowersji wyłonić laureatów tegorocznej edycji konkursu. Wszystkie nadesłane prace konkursowe były oryginalne i kreatywne.

Na przesłanych ponad 400 prac zakwalifikowało się 393, nie tylko z Polski, ale i ze świata. Wybór nie był łatwy i jury czekało sporo pracy (blisko 500 stron prozy i 680 utworów poetyckich w 230 zestawach). Prace ocenialiśmy według czterech kryteriów: wrażenie ogólne, walory artystyczne, łatwość przekazu i przekaz wynikający z treści. Oceniając nie znaliśmy personaliów autorów, tylko ich godła. Jury konkursu w składzie: Helena Skonieczka, Małgorzata Grajewska, Tadeusz Oszubski, Alina Rzepecka już 9 maja wyłoniło laureatów.

Można ich znaleźć pod adresem:
https://biblioteka.bydgoszcz.pl/ii-ogolnopolski-konkurs-literacki-wyniki/

Adres do strony z almanachem pokonkursowym, gdzie można zapoznać się z pracami laureatów:
https://biblioteka.bydgoszcz.pl/wp-content/uploads/2022/07/Almanach-pokonkursowy-Na-Chwale-Slonca-2022.pdf


Poziom nadesłanych prac był wysoki. O kolejności nagród decydowały minimalne różnice punktowe.
W utworach często występowało doświadczenie dynamizmu, napięcia, niepokoju, ale też relaksu, zachwytu pięknem. Polifoniczność utworów, ale też liryka bezpośrednia.
Dopiero na podsumowaniu konkursu osobiście poznaliśmy laureatów najciekawszych prac, którzy mogli zaprezentować swoje prace w poetyckim nastroju biblioteki, wzbogaconej pięknymi utworami młodziutkiej bydgoskiej skrzypaczki – Olgi Sych, uczennicy Szkoły Muzycznej im. Artura Rubinsteina w Bydgoszczy. Personalia laureatów, jak i wyniki konkursu, zostały podane na stronie Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bydgoszczy.

Jesteśmy wdzięczni organizatorom konkursu, szczególnie pani Joannie Pawłowskiej, za sprawną organizację i aranżację spotkania podsumowującego konkurs. Także sponsorom, którzy wzbogacili pulę nagród i Żnińskiemu Staroście, który przyjął honorowy patronat nad konkursem pierwszej i drugiej edycji. Jak wiadomo, Wanda Dobaczewska ostatnie 30 lat spędziła w Żninie. Podczas spotkania zostało również wręczone podziękowanie (w imieniu rodziny) dla pani Ireny Starczewskiej, która przez 15 lat kierowała Uniwersytetem III wieku im. Wandy Dobaczewskiej w Żninie. Przekazano również podziękowanie dla pani Jadwigi Jelinek, wieloletniej dyrektorce żnińskiej książnicy, która wprawdzie nie mogła być obecna, jednak przez wiele lat pielęgnowała pamięć o Wandzie Dobaczewskiej.

Wszystkim uczestnikom konkursu jeszcze raz serdecznie dziękujemy za udział, gratulujemy laureatom. Zachęcamy do dalszego tworzenia i dzielenia się swoją twórczością z czytelnikami. No i oczywiście liczymy na Wasz udział w kolejnej edycji konkursu, którą już zapowiedział dyrektor Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. dr. W. Bełzy w Bydgoszczy, pan Krzysztof Gonia.
Prace laureatów zostaną wkrótce udostępnione na stronie biblioteki w formie elektronicznej.


Na podsumowanie konkursu, chcę stwierdzić, że choć pisanie „to ciernista droga", to jednak obcowanie z literaturą daje przyjemność przyglądania się ciekawym, a czasem nawet genialnym myślom pisarzy i poetów. Było to dla mnie (po raz kolejny) bardzo ciekawe doświadczenie.
Jest już filmik z tego spotkania:

Podczas wczorajszej audycji w PIK-owej Kawiarence (w godz. 21:00 – 21:30) zostałam poproszona przez panią o krótkie podsumowanie II Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Wandy Dobaczewskiej „Na chwałę słońca”. Miałam również przyjemność przeczytania kilku utworów laureatów.
Zainteresowani mogą posłuchać pod adresem:

https://www.radiopik.pl/121,1,pik-owa-kawiarenka
z 14 czerwca cz.2
https://www.radiopik.pl/121,476,14-czerwca-2022