sobota, 28 lutego 2026

Kolejne 4 tygodnie lutego

Coraz trudniej zabrać się do pisanie.
Miało być wolniej, ale nic z tego nie wychodzi. Czas pędzi jak szalony. Przed chwilą były święta Bożego Narodzenia a już Wielki Post i za chwilę Wielkanoc. Cały luty mignął jak szalony. Postaram się jednak trochę uporządkować wspomnienia, ponieważ również i w tym miesiącu sporo się działo. Przede wszystkim zebrałam siły, aby wyruszać na spacery. Starałam się codziennie małymi kroczkami poprawiać kondycję, chociaż przy silnych mrozach i totalnych ślizgawicach nie zawsze było to możliwe. Teraz już trochę czuć wiosenny powiew, więc chce się więcej.
                
                     kilka fotek podesłała mi Basia Jendrzejewska, za które serdecznie dziękuję.
25 lutego
od
było spotkanie Klubu Melomana, na które udało mi się dotrzeć dzięki Helenie po dłuższym czasie mojej nieobecności. Było bardzo uroczyście i oficjalnie, ponieważ była to promocja czwartej publikacji zawierającej prezentację zbiorów dzieł sztuki Filharmonii Pomorskiej. Ten ponad 350 stronicowy album prezentuje zbiór im. Tadeusza Brzozowskiego, obejmujący malarstwo, grafikę oraz fotografię. Dotychczas ukazały się trzy tomy: rzeźby, malarstwo i gobeliny w zbiorach Filharmonii Pomorskiej. Bardzo chciałabym je skompletować, chociaż nie poczytam, ale dla potomnych jest to piękne dziedzictwo kulturowe Bydgoszczy. 
Zabrakło jednak siły, aby pozostać na koncercie. Szkoda, podobno był wspaniały! No ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Jestem i tak bardzo szczęśliwa, że bardzo aktywnie minął mi luty, chociaż zakładałam zwolnienie. Najważniejsze, że mam koło siebie „dobre dusze”, które mi pomagają i dzięki nim mogę realizować swoje pasje, a to przecież najlepsza rehabilitacja. W marcu również czeka mnie kilka ciekawych koncertów i kilka  książek do poczytania (wysłuchania). A może jeszcze coś napiszę?

Teraz w telegraficznym skrócie przypomnę sobie co ciekawego, lutowego, bydgoskiego, z życia kulturalnego udało mi się „zaliczyć”.

21, 22 i 23 bardzo aktywny weekend
W sobotę, już tradycyjnie, kolejna edycja „Prawosławnych blinów w Bydgoszczy”. Co prawda rozbawiło mnie stwierdzenie męża „po co tam idziesz, jak i tak nie możesz tego jeść ze swoją dietą bezglutenową”. Tak to prawda, jednak my wybierałyśmy się nie na ucztę dla ciała, tylko na ucztę dla ducha. Tym spotkaniom zawsze towarzyszą ciekawe koncerty i tak było tym razem. Bardzo mile spędzona sobota, podobnie jak i niedziela, którą spędziłam w domowych pieleszach, ale wysyłając harcerskie wiadomości i dzieląc się radością z okazji Dnia Myśli Braterskiej. W poniedziałek natomiast spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki Mówionej w bibliotece.


18 lutego Środa Popielcowa
Rano oczywiście, posypanie głowy popiołem i zanurzenie się w czas Wielkiego Postu. Po południu w Salonie Literackim ORIONA spotkanie z poetą, jezuitą i działaczem niepodległościowym – Wacławem Oszajcem. Autor ponad dwudziestu książek poetyckich, zbiorów kazań, esejów, juror wielu konkursów poetyckich w tym „Nike”. Bardzo sympatyczny i otwarty człowiek. Zapadła mi w pamięci Jego myśl: „Wierzę, że nasz świat jest czymś autonomicznym i nie wolno nam posługiwać się Panem Bogiem, aby zatykać w rzeczywistości wszystkie te miejsca, których nie rozumiemy, boimy się czy nie dajemy rady im sprostać. Pan Bóg nie jest karetką pogotowia ani protezą dla naszych ułomności”.
Podczas spotkania nasz gość został uhonorowany "Laurem Artystycznym Św. Archanioła Michała", który otrzymał z rąk Tadeusza Stańczaka oraz Wojciecha Kloski. Całość spotkania poprowadził jak zwykle Dariusz Tomasz Lebioda (Prezes PZLP regionu bydgosko - toruńskiego). Ciekawe spotkanie pełne głębi i przesłań płynących z poezji i myśli Pana Wacława.
Rano dostałam wiadomość z drukarni, że moje, poetyckie rozważania Drogi Krzyżowej są już gotowe i czekają na odbiór. Ciekawa jestem, jak zostaną przyjęte. Dla mnie jest to kolejny krok, który udało mi się zrealizować

14 lutego – rodzinny, wyjazdowy i walentynkowy obiad a wieczorem Filharmonia:
Koncert finałowy piątej już edycji warsztatów O4Y prowadzonych przez Adama Sztabę! To wydarzenie, podczas którego młodzi muzycy, pełni pasji i energii, zaprezentowali efekty swojej wspólnej pracy na scenie. Talent, entuzjazm i kreatywność młodzieży w połączeniu z charyzmą Adama Sztaby sprawiły, że ten wieczór stał się świętem muzyki i młodzieńczej energii. Wspaniałe zakończenie walentynkowego dnia i duma jaką mamy zdolną młodzież.

12 lutego
w Kawiarni Literackiej DK „Modraczek”, tradycyjne, comiesięczne spotkanie, tym razem nie literackie, ale prawdziwie artystyczne. Katarzyna i Waldemar Baszakowie, bardzo ciekawie opowiadali o „twórczych Brzózkach”.
Brzózki to mała wieś, ale też wspaniali mieszkańcy, którzy swoim zaangażowaniem, pomysłami i wrażliwością tworzą wyjątkowy klimat swojej wsi. To właśnie dzięki ich działaniu, często inspirowanym i wspieranym przez Fundację Twórcze Brzózki, budowana jest tożsamość tego miejsca. Państwo Baszakowie od wielu już lat wspólnie tworzy te środowisko, które się edukuje, rozwija i daje radość – niezależnie od wieku czy doświadczenia. W 2025 roku Brzózki otrzymały wyróżnienie w prestiżowym plebiscycie National Geographic „Cuda Polski 2025”. Było to dla wszystkich ogromnym zaszczytem i dowodem, że małe miejsca potrafią inspirować całą Polskę, że lokalna twórczość, praca mieszkańców, "muralowe szlaki" i energia Van Gogh Festiwalu, którego pierwsza edycja odbyła się właśnie w roku 2025 zostały zauważane i doceniane na poziomie całego kraju. Już czekamy na kolejną edycję tego festiwalu i wyjazd do Brzózek.

6 lutego
Koncert w Filharmonii! Po ponad rocznej przerwie udało mi się wybrać. Udało się, ponieważ  miałam z kim. Koncert był niesamowity: w niezwykły sposób połączył muzykę klasyczną z autentyczną tradycją góralską. Orkiestrę Symfoniczną poprowadził Łukasz Borowicz – ceniony dyrygent o wyrazistej wizji artystycznej. W roli solistki wystąpiła Katarzyna Lassak (skrzypce), a Konrad Mielnik wprowadził nas w klimat i tematykę koncertu. Była więc Uwertura charakterystyczna „W Tatrach” Władysława Żeleńskiego – nastrojowy, malarski obraz górskiego krajobrazu, inspirowany romantyczną wizją polskiej natury. Następnie zabrzmiał III Koncert skrzypcowy Grażyny Bacewicz, jedno z najważniejszych dzieł skrzypcowych polskiej muzyki XX wieku. Były także tradycyjne góralskie „nuty” w wykonaniu kapeli Rodzinna Muzyka Lassaków “Heliosów” z Zakopanego – melodie, które Grażyna Bacewicz cytowała w swoim III Koncercie skrzypcowym, nadając mu wyrazisty, folklorystyczny rys. Kulminacją wieczoru była III Symfonia Es-dur op. 55 „Eroica” Ludwiga van Beethovena. Ten koncert był nie tylko spotkaniem z wielką symfoniką, ale także z żywą tradycyjną muzyką ludową. Był to fascynujący dialog!

4 lutego
w Bibliotece UKW odbyło się spotkanie z Mileną Ziembą, autorką książki „Nie mam czasu na raka. Jestem zajęta życiem”, zorganizowane w Światowy Dzień Walki z Rakiem. Nie było to jednak spotkanie o charakterze promocyjnym ani stricte literackim. Książka stała się jedynie punktem wyjścia do rozmowy i pretekstem do stworzenia bezpiecznej, otwartej przestrzeni do dzielenia się doświadczeniami związanymi z chorobą nowotworową.
Rozmowa, prowadzona przez Annę Kolińską, dotyczyła codzienności leczenia, emocji, trudnych decyzji, relacji z bliskimi oraz tego, jak choroba zmienia perspektywę patrzenia na życie. Było to spotkanie pełne szczerości, empatii i wzruszeń, a także ważnych, często pomijanych tematów związanych ze wsparciem i komunikacją w sytuacjach niezwykle ciężkich.
Uczestnicy mieli również możliwość aktywnego udziału w rozmowie – zadawania pytań i dzielenia się własnymi refleksjami. Na zakończenie Milena Ziemba podarowała kilku wybranym osobom swoje egzemplarze książek z osobistymi dedykacjami. Trafiło na mnie, chociaż raz miałam szczęście!

sobota, 31 stycznia 2026

Minął styczeń

Trzydzieści dni Nowego Roku poza nami. Tym razem to prawdziwa zima, taka jakiej dawno nie było: ze śniegiem, mrozem i ślizgawicą. Radość dla młodych, którzy powyciągali dawno nieużywane sanki, chociaż czasami można było jeździć nawet na łyżwach po chodnikach. Chodzenie bardzo niebezpieczne, jedynie pomalutku „na pingwina”. Toteż większość czasu spędziłam w domu, Podobno pierwszy miesiąc to czas na rozruch, na zaplanowanie całego roku, wytyczenie ścieżek i celów. Jednak w obecnych czasach trudno coś planować. Codziennie nowe wyzwania, ciągłe kłótnie, wojny, akcje pozjazdowe. Kipi język nienawiści i wzajemne szczucie. Robi się szaro i smutno. 
Nie można się poddać, trzeba szukać radości w każdej najmniejszej chwili, w każdym kontakcie z drugą osobą. Czasami trzeba uciekać do swojego zamkniętego świata, świata literatury płynącej z nagrań, która zanurza mnie w innej przestrzeni. Od takich lekkich jak: „Altanka pod magnolią” Sandry Podleskiej, czy „Podróże z moją kotką” Aleksandry Ziólkowskiej-Boehm, do trochę trudniejszych i poważniejszych jak „Światło, którego nie widać” Anthonego Doerra, czy „Czasy secondhandu” Swietłany Aleksijewicz. Ta ostatnia książka białoruskiej pisarki, laureatki nagrody Nobla z 2015, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Musiałam ją słuchać małymi kroczkami, wczuwając się w poszczególne rozdziały i przypominając sobie czasy „czerwonego człowieka”. Losy ludzi przeplatanych z historią. Z historią trudną, momentami bardzo okrutną. Oby nie chciała się powtarzać u nas. Póki co trzeba korzystać z myśli Wiktora Hugo „Śmiech jest jak słońce; przepędza zimę z twarzy człowieka”.
Miejmy chociaż w sobie trochę wiosny!

Trochę tego ciepła jednak było w mijającym miesiącu. Szczególnie tego ciepła rodzinnego, kiedy przyjechały dzieci, kiedy pomogły mi okiełzać komputer, pospacerować w zimowej aurze. Styczeń to również czas kolędowania, śpiewania kolęd i dzielenia się życzeniami. W tym roku było to mocno ograniczone, głównie wirtualne. Jednak udało mi się wysłuchać koncertu w naszej parafii, w lodowatym kościele, ale w gorącej atmosferze. Były też sympatyczne jasełka w Domu Polskim i zbiórka Referatu. Reszta przełożona na cieplejsze czasy.

Bardzo uroczyste pożegnanie Zygfryda, na które pojechaliśmy do Łabiszyna. Całe szczęście, że wtedy nie było jeszcze takich mrozów i zjechała się cała, bardzo liczna rodzina Janka.

Aby zakończyć te miesięczne podsumowania bardziej optymistycznie, wczoraj dostałam decyzję o przyznaniu mi wsparcia w postaci asystentki. Tak więc w lutym, mam nadzieję, będę bardziej mobilna i aktywna.


czwartek, 8 stycznia 2026

nowy 2026 rok

Minął już pierwszy tydzień nowego roku. Sylwester po japońsku, czyli "w kimono". Pierwszy dzień nowego roku z Pawlikowskimi, przyjechała Agnieszka z mężem, Asią i Aleksem. Była też noworoczna kawa z sąsiadami, święto Trzech Króli i wizyta na Mściwoja zakończona zimowym spacerkiem. Wszystko w przyśpieszonym tempie. Do tego odwyk od komputera, który odmówił posłuszeństwa, potem wysiadł Internet i dopiero teraz mogę spokojnie usiąść przy komputerze i wsłuchiwać się w kolejną książkę. Mam ich kilka do wysłuchania, zrobiły się zaległości. Zima dała znać o sobie w pełnej krasie. jest i śnieg i mróz. W domu cieplutko, tylko trochę samotnie. Cierpienie jest jak taniec a tu zaczyna się karnawał...


środa, 31 grudnia 2025

Czas na podsumowanie roku

Zwykle pod koniec roku dokonuję podsumowanie mojej aktywności w środowisku literackim. 

Zacznę może od tego co udało mi się zrealizować w ramach zaplanowanych wyzwań. Było to moje podsumowanie i zakończenie wspomnień rodzinnych. Tryptyk o Mamie i Dziadkach kosztował mnie sporo pracy, ale też dał wiele satysfakcji z "Powrotu do korzeni", które mam nadzieję, że w przyszłości zaprocentują. 

Odbyło się zaplanowane spotkanie w Lubostroniu, o którym pisałam w kwietniowych aktualnościach, gdzie podałam również  adres do filmiku z tego spotkania.

Dużo emocji włożyłam w wiersze dla Hazel i Rysia, gdy wyjeżdżaliśmy na ich wesele do Londynu i musiałam (zgodnie z ich prośbą) zaprezentować podczas uroczystości.  

Jestem wdzięczna Wiesiowi za przetłumaczone wiersze z tomiku "Słowa- moje światło" na język angielski, które zostały opublikowane, tak jak planowałam, czyli w tym roku.

Zakończyłam również swoje spotkania w Letnim Salonie Poetyckim, które organizowałam od 2019 roku w ramach swojego (trzeciego) autorskiego projektu literackiego. W sumie spotkań tych było ok 30 i wielu poetów prezentowało swoją twórczość na moim tarasie słów. Ostatnie, sierpniowe spotkanie poświęcone zostało twórczości Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i zostało udokumentowane przez Janka w formie filmiku. 

Ostatnia Bydgoska Środa Literacka, która miała miejsce 3 grudnia 2025 roku, była podsumowaniem mojej dotychczasowej twórczości i działalności. Podczas niej mogłam podziękować wszystkim, którzy wyciągnęli do mnie pomocną dłoń i mobilizowali do pracy. Podziękowałam serdecznie bibliotece i Alince, która tak pięknie kontynuuje mój projekt spotkań w ramach Bydgoskich Śród Literackich. 

Miałam też kilka miłych niespodzianek w postaci publikacji w innych zbiorowych wydawnictwach. Niespodzianką były dla mnie wiersze tłumaczone na francuski i ukraiński, które ukazały się w kolejnym almanachu pod redakcją pana Stefana Pastuszewskiego "W polsko-ukraińskim kręgu", a także moja relacja ze spotkania w Lubostroniu podsumowująca mój "Powrót do korzeni", która ukazała się w "Bibliotekarzu kujawsko-pomorskim" nr2(65)2025.

Na koniec roku spotkała mnie jeszcze jedna miła niespodzianka, która okazała się dodatkowym prezentem gwiazdkowym. Jak to określił sam autor Paweł Skutecki, to osobisty przewodnik po bydgoskiej poezji, czyli "Poeci znad Brdy". 

Bartłomiej Siwiec, poeta, prezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddziału Bydgoskiego we wstępie  zatytułowanym "Lekcja poezji po bydgosku" pisze: Ta książka to próba zbudowania mostu między poetą a czytelnikiem, pomiędzy nauczycielem a uczniem, ale też pomiędzy samymi poetami, ponieważ w jednej, zwartej publikacji udało  się przedstawić sylwetki znanych, bydgoskich poetów i ich wiersze.

Nawet nie przypuszczałam, że znalazłam się w tym gronie i to na sześciu stronach. Znalazł się tam mój wiersz "Jesień", jego szczegółowa analiza i proponowany temat lekcji ze szczegółowym konspektem  "Jesień, wspomnienia i bliscy, których już nie ma" - poznajemy poezję Heleny Dobaczewskiej-Skonieczki. Dobre i miłe zakończenie roku.

 




niedziela, 21 grudnia 2025

Coraz bliżej święta


 Za nami czwarta niedziela adwentu, czyli oczekiwania na Boże Narodzenie. Dawniej, już od 1 grudnia, rozpoczynałam pracę nad przygotowaniem świąt. Teraz czas pędzi szybciej, ale wszystko będzie dobrze. Jutro przyjadą dzieci i rozpoczną się prawdziwe przygotowania.



Już Asia przyjechała i w domu zrobiło się radośniej
 

 Jako pierwsze świętowanie harcerskie.

niedziela, 7 grudnia 2025

O 41. BYDGOSKIEJ ŚRODZIE LITERACKIEJ

Jest już gotowy filmik z 41 Bydgoskiej Środy Literackiej, 
która poświęcona była mojej twórczości literackiej

Biblioteka tak ciepło opisała literackie zakończenie roku, jakie miało miejsce 3 grudnia w ramach Bydgoskich Śród Literackich. Nie spodziewałam się tak serdecznego spotkania i sympatycznego przyjęcia, które było dla mnie jednocześnie podziękowaniem i podsumowaniem naszej wieloletniej współpracy. Jestem wdzięczna wszystkim, których spotykałam na swojej drodze, z którymi miałam przyjemność współpracować i działać na niwie kultury, a szczególnie literatury.

Niestety, zdrowie nie pozwala mi dalej tak aktywnie uczestniczyć w życiu literackim. Wszystkim twórcom i działaczom życzę nieustannej weny, dalszej ochoty do działania i dzielenia się swoją twórczością. Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną tego dnia, uczestniczyli w spotkaniu, czytali moje wiersze i stworzyli niezapomniany klimat. Szczególne podziękowania należą się Alince Rzepeckiej, która dzielnie kontynuuje i prowadzi dalej Bydgoskie Środy Literackie.

📸 Fotorelacja z Bydgoskiej Środy Literackiej - spotkanie z Heleną Skonieczką, relacja z Biblioteki

Za nami wyjątkowy wieczór, podczas którego gościliśmy Helenę Skonieczkę – koordynatorkę cyklu, animatorkę życia literackiego i osobę od lat zaangażowaną w promocję kultury słowa.
Spotkanie stało się okazją do rozmowy o historii i idei całego przedsięwzięcia, a także o tym, jak ważna jest przestrzeń, w której literatura może wybrzmiewać w bliskim kontakcie z czytelnikiem.
Podczas wydarzenia panowała ciepła, pełna uważności atmosfera. Helena Skonieczka opowiadała o swoich doświadczeniach, o kulisach pracy nad cyklem i o inspiracjach, które od lat prowadzą ją przez świat literatury.
Publiczność chętnie włączała się w dialog, pojawiały się wspomnienia, refleksje i pytania, a także rozmowy o twórcach i spotkaniach, które szczególnie zapisały się w pamięci.
Nie zabrakło chwil wzruszeń i uśmiechu, a na zakończenie — wymiany serdeczności, dedykacji i pamiątkowych zdjęć.

W zapowiedziach:

O spotkaniu 3 grudnia z Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bydgoszczy

kultura w zasięgu

kalendarium imprez

kultura literacka Pisarze

Puls Bydgoszczy 1 grudnia tak zapowiadał spotkanie


wtorek, 2 grudnia 2025

Moje pisanie i kolejne rocznice

Moje pisanie ma swoje korzenie rodzinne i osobiste. Wychowywałam się w rodzinie z korzeniami wileńskimi, kochającą i szanującą sztukę, związaną z literaturą. Miało to zapewne duży wpływ na rozwój zainteresowań literaturą, czy innymi dziedzinami sztuki właściwie całej mojej rodziny, mojego rodzeństwa i również jego potomstwa. W rodzinie Dobaczewskich jest sporo osób piszących, publikujących.

Moje ograniczenia wzrokowe spowodowały, że przez dłuższy czas nie dzieliłam się swoją twórczością. Ważniejsze było dla mnie pisanie, niż publikowanie. Piszę od ponad 50 lat, jednak oficjalnie publikuję i redaguję od 26 lat. Początkowo były to artykuły (eseje, reportaże) do prasy specjalistycznej. Często związanej z osobami mającymi problemy wzrokowe, dotyczyły one szeroko pojętej arteterapii, działalności artystycznej, czy twórczości literackiej. Wtedy nie dzieliłam się jeszcze swoją twórczością poetycką. Dopiero po wydaniu pierwszej publikacji poetyckiej, która miała miejsce w Kielcach, w 2007 roku.

Chociaż przylgnęła do mnie etykietka „ poetka” nie jestem pewna, czy to jest dla mnie najważniejsza forma twórczości. Uważam się za osobę „piszącą”, „uprawiającą poezję” (jak to lubi określać m. in St. Pastuszewski) ale również inne formy literackie.

Dlaczego piszę? Ponieważ uważam, że wszelka działalność twórcza wchodzi w zakres definicji człowieka; twórczość to praca, której efekty wciąż są doskonalone z wewnętrznej potrzeby.

Prawie każdy człowiek odczuwa wewnętrzną konieczność zajmowania się sztuką w jakikolwiek sposób (to często pochłania większość jego życia). Tworzy się zwykle głównie dla siebie, żeby samego siebie pokonać, przeskoczyć, tworząc coraz to coś lepszego. Siła utworu leży w potędze indywidualności, osobowości, odkrywczości spojrzenia. A jeżeli przy okazji autor także znajduje takich odbiorców, którzy jego twórczość rozumieją i chwalą, jest to pełnia szczęścia, nie jest to jednak do życia konieczne. Uważam, że samorozwój artystyczny jest czymś o wiele wartościowszym od sławy. Niestety mało kto to rozumie, stąd uważają mnie za niepoprawną idealistę, niewiele znacząca w bydgoskim świecie literackim, lecz mi to nie przeszkadza.

Piszę tak jak czuję, piszę wyłącznie szczerze, nie poszukuję, nie eksperymentuję, chociaż ciągle chcę się doskonalić. Przy tym nie wierzę w sterowany rozwój sztuki. Poeta powinien samoczynnie zaczynać tam, gdzie skończyło poprzednie pokolenie, nie ma sztuki bez kontynuacji. W związku z tym piszę trochę tradycyjnie, bo w to wierzę. Inspiracji zawsze szukam w sobie i poza sobą, w świecie materialnie mnie otaczającej rzeczywistości, związanej z przyrodą, naturą, czy sztuką. Ale zarazem piszę tak, że nikt by raczej nie uwierzył, że moje wiersze napisał ktoś z pokolenia moich dziadków. Piszę tak, jak piszę, bo inaczej nie umiem, bo inne pisanie nie byłoby autentycznie moje.

W młodości zdawało mi się, że poezja istnieje po to, by zbawić świat. I że ja sama się do tego przyczynię. Myśleliśmy tak chyba wszyscy, wszyscy piszący w moim środowisku. Teraz jednak już wiem, że to niestety nieprawda. Świata ludzkimi siłami zbawić się nie da.
Poezja jest jednak niezbywalnym elementem naszego patrzenia na rzeczywistość, jej postrzegania i interpretowania.

Jutro moje ostatnie spotkanie autorskie w Bibliotece Wojewódzkiej w ramach Bydgoskiej Środy Literackiej, gdzie będę chciała podsumować swoją twórczość i podziękować Bibliotece za te wszystkie lata współpracy. Jest to dla mnie bardzo ważna data - 54 rocznica śmierci mojej Mamy, dlatego właśnie Jej będę chciała dedykować wiersze wybrane przez uczestników spotkania.

Nie dam rady już sama ich zaprezentować (przeczytać) dlatego poprosiłam inne osoby o wybranie z poszczególnych tomików wierszy, które przypadły im szczególnie do serca. Co z tego wyjdzie, zobaczymy. 

Wezmę ze sobą również swoją najmniejszą książeczkę - mój pierwszy tomik. Książeczkę zrobioną własnoręcznie przez dziadka Korsaka i podarowaną mi ponad 60 lat temu, jako miniaturowy zeszycik. Jeszcze jako uczennica (potajemnie) wpisywałam tam swoje najbardziej ulubione wiersze. Ta miniaturka ma niecałe 5 cm, jak ja tam wpisywałam teksty, jakimi miniaturowymi literkami? Dzisiaj już tego nie jestem w stanie  nawet odczytać. Zastanawia mnie jednak, czy rzeczywiście dziadkowie nie wiedzieli, że piszę. Tego już się nie dowiem i właściwie jakie to ma znaczenie. Jednak miło odnajdywać takie pamiątki.