wtorek, 26 czerwca 2012

CZERWIEC

Jesteśmy już w końcówce czerwca. Nie nadążam z pisaniem. Wszystko dzieje się za szybko i... za krótko...
Wróciłam właśnie z Jastarni, z kilkudniowego pobytu nad morzem.



 Te moje ukochane wschody i zachody słońca zawsze dodają mi sił do dalszego działania.

Ale po kolei:
- Jestem już po imieninach Jana i nocy świętojańskiej, którą spędziłam w Żninie na klasowym zjeździe.

23 czerwca przybyła nas  spora grupka i w "Parkowej" bardzo sympatycznie spędziliśmy sobotnie popołudnie.

Obejrzeliśmy film wspomnieniowy z czasów licealnych zrobiony przez naszego "Mistrza fotografii" - Krzysia. Przespacerowaliśmy "drogą po starej kolejce" na cmentarz, gdzie zapaliliśmy znicze naszym ojcom (jako, że był to akurat dzień taty).

Nad żnińskim jeziorem wysłuchaliśmy koncertu Eleni i...

jeszcze starczyło nam czasu by pośpiewać, potańczyć i pośmiać się wspominając stare, dobre licealne czasy.



-















od 17 do 22 czerwca byłam w mojej ukochanej Jastarni. Cieszyłam się, że znowu mogłam pospacerować plażą jeszcze nie zadeptaną przez turystów. Ostatni tydzień przed rozpoczęciem sezonu okazał się  bardzo trafiony: ludzi mało, pogoda świetna do spacerowania. Moja współtowarzyszka - Małgosia okazała się dobrym, nie absorbującym towarzystwem. Dużo spacerowałam z kijkami. Nie zabrakło wyprawy do Juraty, wieczoru brydżowego i jednego poranka ze wschodem słońca. Prawie wszystkie zachody zaliczone na plaży - jeden ze wspaniałą tęczą.


Maj się skończył
czerwiec w pełni
Jastarnia cię wzywa
pojedź z nami
a nad morzem znów
będziesz szczęśliwa

Bursztynowy
brzeg Bałtyku
piasek pod nogami
urokliwy
zachód słońca
wabi kolorami

Domy, domki
pensjonaty
spacer po chodnikach
dziwne ceny
zapach ryby
szczęścia szachownica

Bór sosnowy
upał chłodzi
morska bryza cię ogarnia
piękny widok
dech zapiera
to właśnie Jastarnia



- 14 czerwca wycieczka do Wierzchlasu "Śladami Leona Wyczółkowskiego". W strugach deszczu, z parasolami i w pelerynach dzielnie zwiedzaliśmy rezerwat cisów. Pod okiem młodego leśniczego, który bardzo ciekawie opowiadał  o drzewach i różnych ciekawostkach przyrodniczych tego terenu, wędrowaliśmy ścieżkami rezerwatu. Odgłosy deszczu mieszały się ze śpiewem ptaków i bzykiem komarów.


W Bysławiu zatrzymaliśmy się na obiad i tam wysłuchaliśmy dalszych opowieści  o przyrodzie, którą tak upodobał sobie pasjonata polskiego pejzażu - Leon Wyczółkowski .
W podróży towarzyszył nam sam Mistrz Leon - nasz przewodnik, historyk sztuki  przebrany za "Wyczóła" i barwnie opowiadający nam o jego życiu, twórczości i miejscach z nim związanych.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się we Wtelnie i zapaliliśmy znicze na grobie Leona.



Spłukane deszczem
drzewa witają nas
w Wierzchlesie

Sosny i cisy
kłaniają się muskając
mokrymi igłami

Zapach puszczy
dodaje twórczego
tchnienia

Mistrzu Leonie
ty też
byłeś tutaj

Zostały twoje
czarno-białe
ślady

- 11 czerwca byłam w Aleksandrowie Kujawskim, gdzie nasze Koło Powiatowe zorganizowało spotkanie w ramach Klubu Żywej Książki i programu "Poznaj siebie 3".

Okazało się, że w Aleksandrowie jest sporo osób uzdolnionych, którzy zgłosili swoje prace na konkurs literacko-plastyczny "Niewidomi u Leona". Ja zaprezentowałam swój najnowszy tomik "Słowa - moje światło" i z piękną różą wróciłam do domu.

sobota, 2 czerwca 2012

Zdzisław Pruss w OKATiKu

Wczoraj udało mi się zorganizować spotkanie ze Zdzisławem Prussem w ramach
X Bydgoskiego Trójkąta Literackiego w Okręgowym Klubie Aktywności Twórczej i Kulturalnej przy Polskim Związku Niewidomych.
Pan Zdzisław, gdy zobaczył salę konferencyjną naszego Ośrodka ORiS zapytał: czy nie można by tego zorganizować w innej, mniejszej, bardziej kameralnej. W ciągu kilku minut gotowa była zamiana. Jednak sala okazała się zbyt mała - tylu przybyło zainteresowanych. Spotkanie okazało się wyjątkowe - tak jak i jego Gość. Pełne humoru, poetyckiej zadumy i wspomnień. Jest to szalenie lubiany i ceniony w naszym środowisku dziennikarz, poeta i satyryk, dlatego właśnie z nim chcieliśmy się spotkać w ramach Festiwalu. Na koniec pamiątkowy wpis do kroniki, który wraz ze wspomnieniami - pozostanie...



wtorek, 29 maja 2012

Światło życia

Miła recenzja ukazała się na łamach ostatniego „Akantu” o moim tomiku  poetyckim „Słowa – moje światło”. Dziękuję panu Ludwikowi Czechowi  za życzliwość i zrozumienie moich intencji twórczych. Myślę, że nie będzie miał nic przeciwko temu, że go opublikuję na swojej stronie.


„Akant” Miesięcznik Literacki ISSN 1429-9054 Nr 6 (188)
Rok XV czerwiec 2012, Recenzje: s.40-41

Światło życia
Najnowszy zbiór wierszy HELENY DOBACZEWSKIEJ-SKONIECZKI nosi tytuł Słowa – moje światło. Poetka jest autorką wielu książek, animatorką kultury, osobą niedowidzącą. Już sam tytuł książki sugeruje, że będziemy świadkowali niebanalnemu postrzeganiu świata. Specyficzne akcenty dominować będą w tej poezji. Choćby dlatego, że rola słowa w tych wierszach jest wyjątkowa. Słowo posiada tutaj sprawczą moc opisywania rzeczy niewidocznych. Tworzy z niewyraźnych konturów pełny obraz rzeczywistości. Ten rodzaj eksplorowania świata nie ma wpływu na jakość produktu finalnego. Każdy bowiem wiersz w tym zbiorze jest klarowny, ma szeroką perspektywę. Żadnemu nie stoi na drodze jakaś ponura niemożność. Wręcz przeciwnie, poetyckie kadry są wyraziste i ostre. W utworze Myśli czytamy:

Skłębione myśli
Cisną się na usta
I spływają nieśmiało
W klawiaturę liter
/…/
Ukazują głębię
Obdarowaną
Tęsknotą i wrażliwością
Ukryta w fałdach codzienności

        W owych fałdach codzienności życie pulsuje swym naturalnym rytmem. Ubogaca je ciekawa lektura, twórczość przyjaciół, wreszcie bezpośredni kontakt z naturą. Zbiór ten, nie bez powodu, rozpoczyna się utworami Las, Po deszczu, Spektakl kolorów. Wszystko co najpiękniejsze, zdaje się mówić poetka, jest obok nas. Banalne krople deszczu, zwyczajny wiatr, pospolity górski potok – podnosi do rangi wyjątkowości, obdarowuje zasłużonym podziwem. W tej magicznej aurze skłonna jest nie tylko do refleksji, ale i wyjątkowo osobistych zwierzeń. Tak jakby eteryczny aromat lasu  /Las odpowiedział/  i zapach rosy w   / Może ci powiem/ przenosiły ją na wyższy poziom uczuć i emocji. Niekiedy jednak wręcz przeciwnie – wyciszały je, gwarantowały wymarzony spokój. Jak w wierszu Smak lata:

Kosy drozdy i skowronki
Zapraszają na poranny spacer
Jezioro jeszcze śpi

Wtopiona w przyrodę
Płynę spokojną wodą
Jeziora Wolickiego

        Ale taka symbioza z naturą, to krótkotrwały luksus. Pod niebem, pełnym śpiewu ptaków, zaledwie kilka kroków od Jeziora Wolickiego życie toczy się według utartych reguł. Sekunda biegnie za sekundą, każdy kolejny dzień tęskni za poprzednim, miesiące i lata odbierają nam najbliższych. Przemijanie jest wyraźnie zaznaczone w tych wierszach. Nie ma jednak pieczęci niesłusznie wydanego wyroku. Poetka dostrzega w nich jedynie gorzką konieczność. Ten wątek prezentują utwory Okamgnienie, Album, wreszcie Listopadowe zamyślenie. Wszystkie te wiersze mogą uchodzić w zbiorze za smutne, ale nie są tragiczne. Z pustki śmierci podnosi je bowiem filozofia wiary. Choćby w Wielkanocy, gdzie Zmartwychwstanie „rozjaśnia tunel zwątpienia” a Krzyż „wskazuje drogę do wieczności”. Dzięki takiej wierze, takiemu świętych obcowaniu, przemijanie traci swój główny oręż – strach. We wspomnianym Albumie czytamy:

Jeden wiek  to tylko sto lat
Pięć pokoleń jakże różnych
I jakże podobnych do siebie
/…/
Kartki albumu rozsypują się
Puzzle historii i zawiłości historii
Dopasowujemy na nowo
/…/
        Ale jest jeszcze literatura, która ten nieubłagalny upływ czasu potrafi zatrzymać. Choćby na jedną chwilę, w której zwycięża magia tworzenia. Zapisana pośpiesznie kartka awansuje do rangi dokumentu. Po upływie sekundy jej treść staje się częścią historii. Poetka rozumie siłę sprawczą  takiej przemiany. Wie, że rezultaty jej trudu będą wymierną korzyścią także dla innych.  Roznieca chęć pogłębiania refleksji, utwierdza w przekonaniu, że świat materialny jest uboższy bez podwalin ducha i piękna.  W wierszu Książka mamy też pochwałę tradycji. Autorka, chociaż biegła w tworzeniu profili i blogów, woli zapach drukarskiej farby i szelest kartek, od widmowych, komputerowych skryptów. Chętniej sięga po lekturę drukowaną, niż zawieszoną w elektronicznej próżni. Podsumowuje to również w wyżej wymienionym tytule:

Skrywa tajemnicą życia
Szeleści wspomnieniami
I marzeniami
/…/
Wyobraźnia karmiona
Witrynami i sms-ami
Nie ma apetytu
Na książkę

        Autorce tomiku Słowa – moje światło życzę kolejnych sukcesów i następnej publikacji. Książkę polecam
                                                                                                          Ludwik Filip Czech

A w Bydgoszczy zaczął się Trójkąt Literacki


Festiwal, którego dziesiątą edycję rozpoczynamy w tym roku. Program ciekawy i sporo się dzieje w różnych częściach miasta. Trochę jednak słabo rozreklamowany i w nieco zmienione formie niż dotychczasowe festiwale. Czy zmiana będzie korzystniejsza dla literatów?
Dobrze, że mam parę dni wolnych i mogę się „politeracić”. Cieszę się też, że udało się zorganizować u nas spotkanie w ramach Trójkąta ze Zdzisławem Prussem.  Jeszcze wczoraj wysłałam informację na Internet i mam nadzieję, że frekwencja dopisze. Jego ostatni tomik, „Rozkład jazdy” cieszył się sporym zainteresowaniem w naszym Klubie Polskiej Książki.

W czym brałam udział, czego  udało mi się posłuchać:



28.05, 18.00, poniedziałek, Pianola oficjalne rozpoczęcie  BTL
Michał Tabaczyński zapoznał uczestników z  antologią Nieobiecanej ziemi literatury: Literra Bydgoszcz. Antologia 2012. Gdzie w części  pierwszej opisani są  poeci Stowarzyszenia Pisarzy Polskich a część druga prezentuje pisarzy Związku Literatów oddziału bydgosko-toruńskiego.








Pierwsze spotkanie  pod hasłem:
Powieść - opowiadanie – reportaż
Było to spotkanie z  Andrzejem Klawitter i Stanisław Luchowskim (jak zwykle w swoim stroju górniczym)









29.05, 18.00, wtorek, Pianola 




Poetki Związku Literatów Polskich
Grażyna Gzara, Małgorzata Nowak,
Małgorzata Szweda i Jola-Maria Kowalska





30.05, 16.30, środa, Spichrze














30.05, 19.00, środa, Galeria Wspólna

kolejne spotkanie zatytułowane:
Wspólnie i oddzielnie
Wojciech Banach, Jarosław Jakubowski,
Paweł Szydeł przedstawiciele Stowarzyszenia Pisarzy Polskich







31.05, 18.00, środa, Pianola

Między poezją a prozą
Kazimierz Rink, Marek Żelkowski
i Dariusz Tomasz Lebioda




.





ostatnie z tego cyklu,
w którym udało mi  się uczestniczyć 

Termy Maltańskie – wspaniały relaks

Wróciłam z Poznania… trochę krótko, ale za to bardzo aktywnie spędziłyśmy wspólne chwile z córeczką. Jak zwykle mile mnie zaskoczyła, i w prezencie na Dzień Mamy, wręczyła mi karnet na Termy Maltańskie. Poszalałyśmy  sobie mocząc się i pływając w przeróżnych basenach.
O zachodzie słońca - na zewnątrz, potem to już tylko takie ciepłe, solankowe, pływanie wśród wodospadów, wirów rzek i zaliczanie zjeżdżalni – wspaniałe wrażenia i wspaniała zabawa dodająca sił i energii.  No, a w Świecie Saun… spędziłyśmy  chyba za mało czasu… Sucha, parowa, kwiatowa, komora lodowa… po kamieniach:  raz w zimnej, raz w gorącej wodzie. Jeszcze po powrocie sok ze zmiksowanych owoców – by nawodnić ciało i cóż jeszcze się chciało… już tylko spać… Tylko nazajutrz tak trochę pobolewało, powtórki pewnie by się chciało. No, ale trzeba poczekać do …następnego roku? Chyba nie!
Zaczynam lubić Poznań.

sobota, 26 maja 2012

Dalszy ciąg majowych atrakcji

W niedzielę, 20. maja - kolejna majówka u św. Antoniego. Tym razem nasz Klub organizował wystawę twórczości i włączył się w pomoc przy organizowaniu procesji z darami. Od godziny 8 rano byliśmy już na miejscu - przygotowanie stołów i prezentacji zajęło trochę czasu.
Później już dotarło parę osób do pomocy. Trzeba przyznać, że było duże zainteresowanie prezentowanymi pracami. Janek Makowiecki miał nowe rzeźby, Marysia też próbuje nowych technik rękodzieła. Krysia miała sporo zajęć z wypisywaniem "autografów" pismem punktowym. Jak dobrze, że Marlena pomogła przy wydawnictwach - tam też było spore zainteresowanie. Dotarła też Aniela, chociaż nie czuła się najlepiej. Jak to miło, że mogę liczyć zawsze na pomoc grona przyjaciół. To już 25-te wydarzenie kulturalne jakie w tym roku organizowaliśmy w naszym Klubie. Sporo tego - nic dziwnego, że brakuje mi czasu na pisanie.



We wtorek szkolenie i wieczór z poezją i muzyką, który poprowadziła Krysia Wulert.
Reszta tygodnia przebiegła imieninowo.
A w niedzielę 27 maja do Poznania...

piątek, 18 maja 2012

Co za tydzień

Szalone tempo, codziennie coś. W poniedziałek ustalałam szczegóły z przewodnikiem na kolejne zwiedzanie, wtorek biurokracja z dokumentacją - pisma, które muszą być wysłane, środa wyjazdy i zaopatrzenie - wieczorem omawianie szczegółów majówki, czwartek dyżur i spotkanie w WOK-u. Tym razem Maksymilian Bart-Kozłowski prezentował swój najnowszy tomik - więc musiałam być. W piątek na ARS z Januszem. Przegląd \artystyczny Seniorów zaliczony - Janusz Kamiński zdobył dyplom dla Klubu "OKATiK" . Jutro warsztaty literackie - no i niedziela też zajęta...Tyle się dzieje, że doba ma za mało godzin. Wracam do domu i padam zmęczona. Chyba muszę mieć parę dni urlopu -ale to już w następnym tygodniu.


niedziela, 13 maja 2012

Literackie wydarzenia

Jestem już po moim spotkaniu poetyckim z nowym tomikiem poezji "Słowa - moje światło", który odbył się w Starym Pałacu w Ostromecku i był organizowany przez Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy. Jak było, może napiszą inni...mi samej trudno oceniać. Chciałabym jednak podziękować Małgosi Mówińskiej-Zyśk za świetne "przeplatanie" muzyką moich wierszy - co znacznie wzbogaciło spotkanie. Jej mężowi, który w trakcie spotkania namalował mi portret i podarowując sprawił mi miłą niespodziankę. Spotkanie prowadził prof. Mieczysław Wojtasik, a mnie nie ominęła "twórcza" trema. Mile zaskoczyła mnie rodzinka, która dość licznie przybyła na spotkanie, przyjaciele i znajomi.


Cieszyłam się, że mogłam po spotkaniu pobyć z nimi jeszcze  w  "pałacowej piwniczce", gdzie musieliśmy się trochę "imieninowo rozgrzać".