sobota, 31 stycznia 2026

Minął styczeń

Trzydzieści dni Nowego Roku poza nami. Tym razem to prawdziwa zima, taka jakiej dawno nie było: ze śniegiem, mrozem i ślizgawicą. Radość dla młodych, którzy powyciągali dawno nieużywane sanki, chociaż czasami można było jeździć nawet na łyżwach po chodnikach. Chodzenie bardzo niebezpieczne, jedynie pomalutku „na pingwina”. Toteż większość czasu spędziłam w domu, Podobno pierwszy miesiąc to czas na rozruch, na zaplanowanie całego roku, wytyczenie ścieżek i celów. Jednak w obecnych czasach trudno coś planować. Codziennie nowe wyzwania, ciągłe kłótnie, wojny, akcje pozjazdowe. Kipi język nienawiści i wzajemne szczucie. Robi się szaro i smutno. 
Nie można się poddać, trzeba szukać radości w każdej najmniejszej chwili, w każdym kontakcie z drugą osobą. Czasami trzeba uciekać do swojego zamkniętego świata, świata literatury płynącej z nagrań, która zanurza mnie w innej przestrzeni. Od takich lekkich jak: „Altanka pod magnolią” Sandry Podleskiej, czy „Podróże z moją kotką” Aleksandry Ziólkowskiej-Boehm, do trochę trudniejszych i poważniejszych jak „Światło, którego nie widać” Anthonego Doerra, czy „Czasy secondhandu” Swietłany Aleksijewicz. Ta ostatnia książka białoruskiej pisarki, laureatki nagrody Nobla z 2015, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Musiałam ją słuchać małymi kroczkami, wczuwając się w poszczególne rozdziały i przypominając sobie czasy „czerwonego człowieka”. Losy ludzi przeplatanych z historią. Z historią trudną, momentami bardzo okrutną. Oby nie chciała się powtarzać u nas. Póki co trzeba korzystać z myśli Wiktora Hugo „Śmiech jest jak słońce; przepędza zimę z twarzy człowieka”.
Miejmy chociaż w sobie trochę wiosny!

Trochę tego ciepła jednak było w mijającym miesiącu. Szczególnie tego ciepła rodzinnego, kiedy przyjechały dzieci, kiedy pomogły mi okiełzać komputer, pospacerować w zimowej aurze. Styczeń to również czas kolędowania, śpiewania kolęd i dzielenia się życzeniami. W tym roku było to mocno ograniczone, głównie wirtualne. Jednak udało mi się wysłuchać koncertu w naszej parafii, w lodowatym kościele, ale w gorącej atmosferze. Były też sympatyczne jasełka w Domu Polskim i zbiórka Referatu. Reszta przełożona na cieplejsze czasy.

Bardzo uroczyste pożegnanie Zygfryda, na które pojechaliśmy do Łabiszyna. Całe szczęście, że wtedy nie było jeszcze takich mrozów i zjechała się cała, bardzo liczna rodzina Janka.

Aby zakończyć te miesięczne podsumowania bardziej optymistycznie, wczoraj dostałam decyzję o przyznaniu mi wsparcia w postaci asystentki. Tak więc w lutym, mam nadzieję, będę bardziej mobilna i aktywna.


czwartek, 8 stycznia 2026

nowy 2026 rok

Minął już pierwszy tydzień nowego roku. Sylwester po japońsku, czyli "w kimono". Pierwszy dzień nowego roku z Pawlikowskimi, przyjechała Agnieszka z mężem, Asią i Aleksem. Była też noworoczna kawa z sąsiadami, święto Trzech Króli i wizyta na Mściwoja zakończona zimowym spacerkiem. Wszystko w przyśpieszonym tempie. Do tego odwyk od komputera, który odmówił posłuszeństwa, potem wysiadł Internet i dopiero teraz mogę spokojnie usiąść przy komputerze i wsłuchiwać się w kolejną książkę. Mam ich kilka do wysłuchania, zrobiły się zaległości. Zima dała znać o sobie w pełnej krasie. jest i śnieg i mróz. W domu cieplutko, tylko trochę samotnie. Cierpienie jest jak taniec a tu zaczyna się karnawał...