wtorek, 2 grudnia 2025

Moje pisanie i kolejne rocznice

Moje pisanie ma swoje korzenie rodzinne i osobiste. Wychowywałam się w rodzinie z korzeniami wileńskimi, kochającą i szanującą sztukę, związaną z literaturą. Miało to zapewne duży wpływ na rozwój zainteresowań literaturą, czy innymi dziedzinami sztuki właściwie całej mojej rodziny, mojego rodzeństwa i również jego potomstwa. W rodzinie Dobaczewskich jest sporo osób piszących, publikujących.

Moje ograniczenia wzrokowe spowodowały, że przez dłuższy czas nie dzieliłam się swoją twórczością. Ważniejsze było dla mnie pisanie, niż publikowanie. Piszę od ponad 50 lat, jednak oficjalnie publikuję i redaguję od 26 lat. Początkowo były to artykuły (eseje, reportaże) do prasy specjalistycznej. Często związanej z osobami mającymi problemy wzrokowe, dotyczyły one szeroko pojętej arteterapii, działalności artystycznej, czy twórczości literackiej. Wtedy nie dzieliłam się jeszcze swoją twórczością poetycką. Dopiero po wydaniu pierwszej publikacji poetyckiej, która miała miejsce w Kielcach, w 2007 roku.

Chociaż przylgnęła do mnie etykietka „ poetka” nie jestem pewna, czy to jest dla mnie najważniejsza forma twórczości. Uważam się za osobę „piszącą”, „uprawiającą poezję” (jak to lubi określać m. in St. Pastuszewski) ale również inne formy literackie.

Dlaczego piszę? Ponieważ uważam, że wszelka działalność twórcza wchodzi w zakres definicji człowieka; twórczość to praca, której efekty wciąż są doskonalone z wewnętrznej potrzeby.

Prawie każdy człowiek odczuwa wewnętrzną konieczność zajmowania się sztuką w jakikolwiek sposób (to często pochłania większość jego życia). Tworzy się zwykle głównie dla siebie, żeby samego siebie pokonać, przeskoczyć, tworząc coraz to coś lepszego. Siła utworu leży w potędze indywidualności, osobowości, odkrywczości spojrzenia. A jeżeli przy okazji autor także znajduje takich odbiorców, którzy jego twórczość rozumieją i chwalą, jest to pełnia szczęścia, nie jest to jednak do życia konieczne. Uważam, że samorozwój artystyczny jest czymś o wiele wartościowszym od sławy. Niestety mało kto to rozumie, stąd uważają mnie za niepoprawną idealistę, niewiele znacząca w bydgoskim świecie literackim, lecz mi to nie przeszkadza.

Piszę tak jak czuję, piszę wyłącznie szczerze, nie poszukuję, nie eksperymentuję, chociaż ciągle chcę się doskonalić. Przy tym nie wierzę w sterowany rozwój sztuki. Poeta powinien samoczynnie zaczynać tam, gdzie skończyło poprzednie pokolenie, nie ma sztuki bez kontynuacji. W związku z tym piszę trochę tradycyjnie, bo w to wierzę. Inspiracji zawsze szukam w sobie i poza sobą, w świecie materialnie mnie otaczającej rzeczywistości, związanej z przyrodą, naturą, czy sztuką. Ale zarazem piszę tak, że nikt by raczej nie uwierzył, że moje wiersze napisał ktoś z pokolenia moich dziadków. Piszę tak, jak piszę, bo inaczej nie umiem, bo inne pisanie nie byłoby autentycznie moje.

W młodości zdawało mi się, że poezja istnieje po to, by zbawić świat. I że ja sama się do tego przyczynię. Myśleliśmy tak chyba wszyscy, wszyscy piszący w moim środowisku. Teraz jednak już wiem, że to niestety nieprawda. Świata ludzkimi siłami zbawić się nie da.
Poezja jest jednak niezbywalnym elementem naszego patrzenia na rzeczywistość, jej postrzegania i interpretowania.

Jutro moje ostatnie spotkanie autorskie w Bibliotece Wojewódzkiej w ramach Bydgoskiej Środy Literackiej, gdzie będę chciała podsumować swoją twórczość i podziękować Bibliotece za te wszystkie lata współpracy. Jest to dla mnie bardzo ważna data - 54 rocznica śmierci mojej Mamy, dlatego właśnie Jej będę chciała dedykować wiersze wybrane przez uczestników spotkania.

Nie dam rady już sama ich zaprezentować (przeczytać) dlatego poprosiłam inne osoby o wybranie z poszczególnych tomików wierszy, które przypadły im szczególnie do serca. Co z tego wyjdzie, zobaczymy. 

Wezmę ze sobą również swoją najmniejszą książeczkę - mój pierwszy tomik. Książeczkę zrobioną własnoręcznie przez dziadka Korsaka i podarowaną mi ponad 60 lat temu, jako miniaturowy zeszycik. Jeszcze jako uczennica (potajemnie) wpisywałam tam swoje najbardziej ulubione wiersze. Ta miniaturka ma niecałe 5 cm, jak ja tam wpisywałam teksty, jakimi miniaturowymi literkami? Dzisiaj już tego nie jestem w stanie  nawet odczytać. Zastanawia mnie jednak, czy rzeczywiście dziadkowie nie wiedzieli, że piszę. Tego już się nie dowiem i właściwie jakie to ma znaczenie. Jednak miło odnajdywać takie pamiątki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz