sobota, 28 lutego 2026

Kolejne 4 tygodnie lutego

Coraz trudniej zabrać się za pisanie.
Miało być wolniej, ale nic z tego nie wychodzi. Czas pędzi jak szalony. Przed chwilą były święta Bożego Narodzenia a już Wielki Post i za chwilę Wielkanoc. Cały luty mignął jak szalony. Postaram się jednak trochę uporządkować wspomnienia, ponieważ również i w tym miesiącu sporo się działo. Przede wszystkim zebrałam siły, aby wyruszać na spacery. Starałam się codziennie małymi kroczkami poprawiać kondycję, chociaż przy silnych mrozach i totalnych ślizgawicach nie zawsze było to możliwe. Teraz już trochę czuć wiosenny powiew, więc chce się więcej.

Ostatnio trafiłam w Internecie na marcowy "Akant". Zawsze trochę wcześniej dociera papierowa wersja tego miesięcznika literackiego, jednak ostatnio również w pdf udaje mi się prawie na bieżąco wgłębiać i poczytać odpowiednio powiększony tekst. Okazało się, że w marcowym numerze ukazał się tekst Bartka Siwca o moim "Rodzinnym tryptyku", z którym zakończyłam przygodę w kwietniu ubiegłego roku. 
Tak więc powróciły wspomnienia i zgodziłam się na propozycję,, aby porozmawiać o tym na kolejnym spotkaniu w ramach "Literatura w Centrum", które ma odbyć się w Kujawsko-Pomorskim Centrum Kultury w Bydgoszczy już 10 marca.
Na stronie 22 jest artykuł Bartłomieja Siwca „Z Wilna do Gorzowa i Żnina”:
Jego końcowe wersy sprawiły mi szczególną przyjemność:
(…) Trzeba podkreślić, że pracę którą wykonała Dobaczewska-Skonieczka jest wręcz wzorcowa. Te trzy pięknie wydane i wzbogacone rodzinnymi fotografiami książeczki, są przede wszystkim rzetelnie napisane i ukazują ludzkie losy w sytuacjach bardzo trudnych, często krańcowych, w warunkach wojennej zawieruchy, obozowej biedy, peerelowskiej beznadziei. A jednak Autorce przyświeca prosta, ale całożyciowa idea: Jak masz pasję to masz po co żyć. W istocie trójka bohaterów to pasjonaci harcerstwa, literatury, przyrody. Ludzie oddani kulturze, z których dorobku warto czerpać. I te trzy znaczące osobowości odcisnęły mocny stempel na życiu Autorki, której uczciwość nakazywała spłacić zaciągnięty przed laty dług”.
Faktycznie sporo pracy i różnych dodatkowych emocji kosztowały mnie te wspomnienia. Jednak warto było je utrwalić, tym bardziej, że już kolejne młodsze pokolenia biorą się za spisywanie wspomnień. A oto właśnie mi chodziło, aby te wspomnienia i pamięć o Dziadkach żyły w kolejnych pokoleniach.